• „Hana yori mo naho”: Hirokazu Koreedy polemika z mitem 47 roninów

    poniedziałek, 04 kwietnia 2011 17:03
  • Dwa oblicza cierpienia – kobieta w japońskim społeczeństwie lat 30. w "Siostrach z Gion" Kenjiego Mizoguchiego. Analiza stylu filmowego

    wtorek, 01 marca 2011 20:25
  • "Samuraj-Szpieg" (1965) Masahiro Shinody: Zimna wojna epoki Tokugawa

    wtorek, 15 lutego 2011 17:31
  • O magii słowa „przepraszam” i o tym, co by było, gdyby... Analiza fabuły filmu "Sąsiad spod trzynastki"

    wtorek, 08 lutego 2011 16:01
  • Obecny nieobecny. "Sonatine" Takeshiego Kitano

    piątek, 21 stycznia 2011 14:42
  • Nadchodzące premiery w roku 2011

    sobota, 15 stycznia 2011 18:58
  • Filmowe perły dekady. Najciekawsze filmy japońskie 2001-2010

    wtorek, 04 stycznia 2011 13:20
  • Rodzina w nowym kinie japońskim

    poniedziałek, 11 października 2010 16:45
Home Publicystyka Artykuły
Artykuły
„Hana yori mo naho”: Hirokazu Koreedy polemika z mitem 47 roninów
Wpisany przez Dawid Głownia   

Cała chmara ludzi zabiła słabego starca


Czy jednym zdaniem można obalić pieczołowicie budowany przez wieki mit? Mit, dodajmy, przez trzy stulecia nieustannie użyźniany, rewitalizowany, odtwarzany i wzbogacany o kolejne partie, z rzadka tylko, do tego nieśmiało, poddawany krytycznej analizie. Mit, który mimo zmieniających się warunków społeczno-politycznych cechuje się niebywałą siłą oddziaływania i trwania1. Mit, który do takiego stopnia wpisał się w japońską narrację kulturową, że Beatrice M. Bodgart-Bailey dla pierwszej partii tekstu poświeconego wydarzeniom, wokół których narósł, nie znalazła tytułu lepszego niż – po prostu – „Niekończąca się historia”2.

Hirokazu Koreeda, reżyser i scenarzysta filmu Hana yori mo naho, udowadnia, że jest to możliwe. Więcej nawet: z opowieścią o 47 wiernych wasalach, którzy mszczą się na państwowym urzędniku za śmierć swego pana, a następnie popełniają rytualne samobójstwo, poczyna sobie bez żadnych zahamowań. Efekt jego pracy jest o tyle ciekawszy, niesie za sobą tym większą wartość, że czyni to niejako mimochodem i przy okazji, bowiem na marginesie głównej historii. Jedna druzgocąca wypowiedź, kilkanaście zdawkowych zdań jej towarzyszących, kilka scen i postaci z drugiego i trzeciego planu wystarczy Koreedzie, by rozprawić z wielowiekową tradycją, oddając jej jednocześnie swoisty hołd. A może on sobie na to pozwolić, ponieważ wspiera się na ironicznej, prześmiewczej wręcz tonacji filmu, w której krytyka brana jest w nawias umowności i przyjętej konwencji. Konwencji o tyle dogodnej, a przy tym uprawniającej nas do wysuwania poważnych, zgoła nie żartobliwych wniosków, że podobnie jak u Eldara Riazanowa śmiechowi towarzyszą łzy i jak u Yasurijō Ozu humor skłania nas do refleksji.

 
Dwa oblicza cierpienia – kobieta w japońskim społeczeństwie lat 30. w "Siostrach z Gion" Kenjiego Mizoguchiego. Analiza stylu filmowego
Wpisany przez Tymoteusz Wojciechowski   

Nawet u kobiety o złym charakterze zło nie powinno być zbyt widoczne.
Jun'ichirō Tanizaki, Dziennik szalonego starca (1961)

Kenji Mizoguchi w roku 1936

Siostry z Gion uznaje się powszechnie za dzieło przełomowe w filmografii jednego z reżyserów pokolenia wielkich mistrzów1 - Kenjiego Mizoguchiego. Twórca, podobnie jak Yasujirō Ozu w latach 20., będący wciąż na etapie poszukiwań własnego stylu i leitmotivu, po raz pierwszy właśnie w Gion no shimai z pełną determinacją wszedł na podatny grunt tematyczny. Mianowicie za przedmiot studium obrał losy japońskich kobiet. Począwszy od roku 1936 zaczął snuć dojrzałe wielopłaszczyznowe analogie obyczajowo-społeczno-historyczne, dzięki którym zyskał miano twórcy feministycznego i z czasem wielkiego artysty. Mówiąc o początkach pracy w przemyśle filmowym, Mizoguchi po latach skonstatuje: kiedy pracowałem dla Nikkatsu, w wytwórni od dawna był już Minoru Murata, specjalizujący się w kinie typowo męskim, więc dla odmiany zostałem zmuszony do kręcenia filmów o kobietach. Poza tym jestem z natury bardzo porywczy i kłótliwy. Gdziekolwiek pracuję, zawsze istnieje ryzyko jakiejś bójki, ale aktorki nigdy bym nie uderzył2. Ile w tym lakonicznym twierdzeniu dystansu do własnej osoby i poczucia humoru, tego nie wiemy. Faktem pozostaje natomiast samo dzieło reżysera – filmowa panorama dziejów japońskiej kobiety, cierpiącej i poniżanej na skutek totalnej uległości wobec męskiej siły, bezgranicznie poświęcającej się dla dobra mężczyzn, często traktowanej nieludzko – model bohaterki, któremu tak stanowczo sprzeciwiali się nowofalowcy, na czele z Shōheiem Imamurą. Jak ustosunkować się do ich zarzutów o melodramatyczne przerysowanie losu kobiety w dawnej Japonii czy odmalowanie w sposób emfatyczny fatalizmu historiozoficznego w Życiu Oharu lub Zarządcy Sansho? Odpowiedź na to pytanie przynosi skonfrontowanie ze sobą dwóch pojęć: elementów XX-wiecznej myśli humanistycznej, podejmowanych przez kinematografię, z japońskim pojmowaniem postawy feministycznej.

 
"Samuraj-Szpieg" (1965) Masahiro Shinody: Zimna wojna epoki Tokugawa
Wpisany przez Dawid Głownia   

Rzecz dzieje się w dość ciekawym okresie w historii Japonii, bo pod koniec czternastoletniego okresu pomiędzy bitwą pod Sekigaharą (podczas której armia Ieyasu Tokugawy zmiażdżyła siły tzw. koalicji zachodniej) a oblężeniem Osaki, w wyniku którego Tokugawom udało się ostatecznie zmieść z powierzchni ziemi klan Toyotomi, co zapewniło im pełną kontrolę nad krajem. Był to okres pełen napięcia, gdy nad krajem ciążyło żywe wspomnienie krwawych starć, przyszła konfrontacja między klanami Tokugawów i Toyotomi jawiła się jako nieunikniona, zaś lojalności były płynne i niepewne. Japonię przemierzały rzesze tajnych agentów, mających za zadanie śledzić posunięcia najważniejszych graczy na arenie politycznej oraz odkryć, po której stronie konfliktu opowiedzą się poszczególni daimyō. To właśnie w tym środowisku rozgrywa się akcja Samuraja-szpiega (alternatywnie: Niezwykłej opowieści o Sarutobim Sasuke, jeżeli chcielibyśmy zostać wierni tytułowi oryginalnemu, nie zaś temu, na który zdecydował się amerykański dystrybutor filmu).

 
O magii słowa „przepraszam” i o tym, co by było, gdyby... Analiza fabuły filmu "Sąsiad spod trzynastki"
Wpisany przez Krzysztof Gonerski   

Jeśli Tom Mes1, jeden z największych znawców kina japońskiego, określa Sąsiada spod trzynastki (Neighbour No. 13, Rinjin 13-gô) mianem big screen debut, a kultowy reżyser - Takashi Miike, godzi się przyjąć rolę epizodyczną, to debiut Yasou Inouego nie może być obrazem tuzinkowym. I tak rzeczywiście jest.

Zanim przyjrzymy się bliżej fabule filmu, krótkie streszczenie. Jûzô Murasaki jest zamkniętym w sobie, nieśmiałym młodym mężczyzną. Mieszka w ponurym, brzydkim wielorodzinnym domu pod nr 13. Przyjmuje pracę robotnika w brygadzie budowlanej, której szefem jest Tôru Akai - kolega z czasów szkolnych, który notorycznie znęcał się nad nim. Wkrótce okazuje się, że Tôru jest także jego sąsiadem. Ponowne spotkanie z dawnym prześladowcą okazuje się być dramatyczne dla wrażliwej psychiki Jûzô. W życiu bohatera pojawia się jego alternatywna osobowość - Nr 13. Jest ona pełna gniewu i żądzy zemsty. Niebawem coraz częściej zaczyna przejmować kontrolę nad Murasakim i stawać się coraz brutalniejsza i niebezpieczna. Zaczynają ginąć ludzie z otoczenia Jûzô, lecz ostatecznym celem Nr 13 jest zemsta na szkolnym oprawcy. W tym celu porywa on synka Tôru i wciąga mężczyznę w niebezpieczną pułapkę.

 
Obecny nieobecny. "Sonatine" Takeshiego Kitano
Wpisany przez Przemysław Lebida   

Sonatine (1993) to czwarty film w karierze Takeshiego Kitano, będący zarazem jednym z jego najbardziej minimalistycznych dzieł, intrygujący przedstawiciel wczesnego okresu twórczości reżysera, kiedy chętnie sięgał on do gangsterskiej tematyki. Oszczędność środków filmowych i redukcja fabuły zostały zasugerowane już w samym tytule, który oznacza krótszą i prostszą formę sonaty, cyklicznego utworu muzycznego składającego się najczęściej z czterech odrębnych części1. Możliwe jest także istnienie jeszcze większego pola znaczeniowego tego tytułu, biorąc pod uwagę związek między czteroczęściową budową sonaty a japońską sylabą shi, która oznacza zarówno liczbę cztery, jak i śmierć. Nie jest to trop zupełnie bezzasadny, gdyż Sonatine, niemal całkowicie pozbawiony warstwy fabularnej, jest filmem właśnie o śmierci. Daleko posunięta redukcja wydarzeń dramatycznych i pracy kamery, stanowiących fundament zdecydowanej większości produkcji, zbliża Sonatine do ideału bardzo prywatnego i kontemplacyjnego dzieła sztuki filmowej lub filmu „nagiego”, znacznie wyróżniając go od innych przedstawicieli gatunku yakuza. Ten minimalizm sprawił, iż jeden z teoretyków podsumował film Kitano, jako dzieło o śmierci człowieka, który chce umrzeć2. Zgadzając się z tą opinią, należy jednak zauważyć że to, co w nim najważniejsze, wydarza się nie w fabule, lecz poza nią, w wydarzeniach pozornie nieistotnych, sposobie ich przedstawienia oraz w stosunku bohatera do filmowego świata. Dla analizy dzieła Takeshiego Kitano kluczowe są więc dwie płaszczyzny: stylistyczna i psychologiczna, składające się na całość, którą można określić mianem „uśmiechniętego nihilizmu”, będącą być może filozoficznym credo samego reżysera.

 
Nadchodzące premiery w roku 2011
Wpisany przez Katarzyna Buraczyk   

W minionym roku premiery kinowej doczekało się 259 japońskich produkcji. Tylko 11 z nich dotarło na szczyt box office. Tradycyjnie, na największe zainteresowanie mogły liczyć animacje ze studia Ghibli, filmowe wersje chętnie oglądanych seriali oraz kolejne odsłony popularnych franczyz, które zazwyczaj dominują w zestawieniach najbardziej kasowych filmów weekendu. To one, do spółki z hollywoodzkimi blockbusterami: Avatarem i Alicją w Krainie Czarów, podzieliły między sobą lwią część zysków z filmowego tortu. Japońska publiczność nie różni się pod tym względem od widzów z innych krajów. Popularność tego, co znane i lubiane, przekłada się na kolejne ekranizacje, których obfitości można spodziewać się także w nowym roku. Na szczęście nie zabraknie propozycji od cenionych reżyserów, a miłośnicy kina gatunkowego również znajdą coś dla siebie.

 
Filmowe perły dekady. Najciekawsze filmy japońskie 2001-2010

Wielkimi krokami zbliża się koniec roku, a wraz z nim dobiega schyłku pierwsza dekada nowego milenium. Z tej okazji redakcja jFILM postanowiła dokonać wyboru najciekawszych japońskich filmów fabularnych, które miały premierę w latach 2001-2010. Spośród wielu tytułów wybraliśmy te, które najbardziej zapadły nam w pamięć. Znalazły się na niej różne gatunki, od komedii poprzez dramaty do horroru, także pozycje nie dające się jednoznacznie sklasyfikować. Stworzona przez nas lista jest subiektywnym wyborem filmów polecanych każdemu, kto pragnie zapoznać się z tym, co najlepsze we współczesnym japońskim kinie. Świadomie pominęliśmy animacje, dla których powinno powstać osobne zestawienie.
Na naszej liście nie wyróżniamy żadnego tytułu, nie tworzymy rankingu. Uznajemy to za bezcelowe. Zachęcamy Czytelników do zapoznania się z naszymi propozycjami (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście) oraz do przedstawiania własnych propozycji. Jednocześnie życzymy Wam i sobie, żeby za dziesięć lat wybór był równie trudny.

 
Rodzina w nowym kinie japońskim
Wpisany przez Arkadiusz Szpak   

Tematem niniejszego eseju jest wizerunek współczesnej japońskiej rodziny, jaki znajduje swoje odzwierciedlenie w kinie Kraju Kwitnącej Wiśni. Kino traktuję tu więc jako „tekst kulturowy”, swego rodzaju zwierciadło, które - stanowiąc produkt danej kultury - jest także jej swoistym odbiciem1, w tym również takich jej podstawowych przejawów jak rodzina. Ze względu jednak na fakt, iż mowa o zagadnieniu bądź co bądź szerokim, ściśle związanym z innymi pojęciami z dziedziny społecznego życia, w tekście kładł będę również duży nacisk na takie kwestie, jak role mężczyzn, kobiet, młodzieży, czy rozumienie wspólnoty.

 
Kino samurajskie Hideo Goshy. 1964-69. Nowe oblicze starego gatunku
Wpisany przez Przemysław Lebida   

Już od wczesnej młodości Hideo Goshy (1929-1992) filmy samurajskie stanowiły przedmiot jego fascynacji. Nie dziwi więc fakt, że właśnie ten gatunek był początkowym i ważnym punktem w karierze tego reżysera. Gosha wierny był tematyce samurajskiej aż do końca lat sześćdziesiątych i powracał do niej kilkakrotnie w latach późniejszych, kiedy to poświęcił się realizowaniu filmów z gatunku yakuza. Pomimo że był bardzo ceniony w swojej ojczyźnie, to poza jej granicami, zarówno obecność jego dzieł, jak i wiedza o nim samym są zaskakująco małe. Trudno wskazać dokładną przyczynę tego stanu, choć wiele filmów, które zrealizował np. Goyokin czy Hitokiri (oba wyprodukowane w 1969 roku) należy do dzieł powszechnie cenionych (zwłaszcza wśród fanów gatunku) oraz nie ustępujących treścią i poziomem wykonania sztandarowym dziełom japońskiej kinematografii, autorstwa sławnego Akiry Kurosawy oraz Masaki Kobayashiego. Za jeden z powodów tego stanu rzeczy można uznać fakt, że w odróżnieniu od chociażby Kurosawy, raczej nie można uważać Goshy za pioniera. Był artystą - co do tego nie posiadam wątpliwości - lecz wysoki poziom jego dzieł brał się głównie z bardzo zręcznego i pełnego talentu łączenia oraz rozwijania rozwiązań już opracowanych. Choć nie tylko, czego postaram się dowieść w niniejszej pracy.

 
Drugie dno lęku, czyli człowiek źródłem zła w „Ring” i „Dark Water” Hideo Nakaty
Wpisany przez Ewa Drab   

W ciągu ostatnich kilku dekad idea kryjąca się za horrorem uległa silnemu przekształceniu w obrębie kinematografii zachodnich. Zaczęto skłaniać się coraz bardziej w kierunku slasherów i kina spod znaku gore, w których o natężeniu grozy decyduje ilość przelanej na ekranie krwi, a nie mroczne motywacje i okrutne tajemnice bohaterów. Horror uległ deprecjacji. Jego wartość została gwałtownie ograniczona do przemocy pozbawionej tła psychologicznego, a eliminacja jej lub ograniczenie czynią z horroru krwawą jatkę i odbierają gatunkowi zaszczytną funkcję diagnozowania ludzkich lęków. Filmowi reżyserzy coraz rzadziej zwracają uwagę na źródło strachu, tak ekranowych bohaterów, jak i publiczności, zamiast tego koncentrując się na wymyślnych i oryginalnych sposobach odzwierciedlenia ich lęków. Przemożny strach zazwyczaj przeobraża się w tłumioną agresję, która wcześniej czy później znajduje ujście w postaci aktów przemocy.

 


Strona 1 z 2